Średniowieczna groza – Strasburg, cz. 1

Miasto, w którym nadal mieszka jego ponadtysiącletni duch zwany Strasburg, znane jest obecnie głównie z budynku mieszczącego siedzibę Parlamentu Europejskiego. Czy jednak jest w nim coś więcej? Czy przy okazji wyjazdu służbowego skuszę się wieczorem na zwiedzanie miasta? Czy wróciłabym tam jeszcze? Czy polecę Strasburg na wypad weekendowy?

Piorunujące wrażenie

Powoli zapada zmrok, minęliśmy graniastosłupowe, beznamiętne przedmieścia i wąskimi uliczkami przeciskamy się do samego serca Strasburga. Im bliżej centrum, tym piękniej. W końcu parkujemy pod hotelem vis-à-vis Gare de Strasbourg, wrzucamy bagaże do pokoju i z papierową mapą zabraną z recepcji biegniemy zobaczyć nocne oblicze Cathédrale Notre-Dame de Strasbourg.
Zauroczeni krętymi brukowanymi uliczkami centrum Strasburga krążymy przez kilkadziesiąt minut między średniowiecznymi kamienicami, aż w końcu dostrzegamy szczyt wieży katedry Notre-Dame. Chwytamy azymut i przyspieszamy kroku, jeszcze tylko kilka zakrętów. W chwili gdy docieramy na rynek, stajemy jak wryci. Nagle jakby dookoła zapada półmrok, niebo staje się czarne jak atrament, powietrze gęstnieje, a oczy skupiają się na jednym punkcie – błyszczącej od światła reflektorów, niebotycznie wysokiej, jakby sięgającej gwiazd, katedrze Notre-Dame.
Powoli podchodzimy bliżej, budowla ciągle rośnie, jest niesamowicie smukła, strzelista i lekka. W głowie kołaczą się pytania: czy ona w ogóle jest zbudowana z kamienia? Czy to możliwe, że tę 142-metrową budowlę zaprojektowali, obliczyli każdy detal, a potem wybudowali ludzie, którzy nie posługiwali się komputerami ani współczesnymi dźwigami (gdyż o tych dopiero sto lat później zaczął śnić Nostradamus)?

„Wstęp bron”

Paraliż spowodowany pierwszym wrażeniem powoli ustępuje miejsca ciekawości i z zadartymi w górę głowami uroczyście rozpoczynamy pierwsze okrążenie. Z każdym kolejnym krokiem czuję, że dostaję gęsiej skórki. Na każdym filarze czeka na mnie figura innego świętego, a na każdej przyporze siedzi kamienne zwierzę. W mroku nocy ich kamienność wydaje mi się kwestią umowną – wszystkie gryfy, lwy, kozły i paszcze plwaczy wyglądają jak żywe. Nieruchomo trwają w miejscu, a odnoszę wrażenie, że czujnie obserwują wszystko, co dzieje się na dole. Podświadomie coraz ostrożniej i ciszej stawiam kroki, z obawy, aby któryś stwór nie zeskoczył i nie zaatakował mnie, w imię obrony wnętrza katedry.
Chcę wracać do hotelu.

Przepych dnia

Kolejnego dnia stoję w tym samym miejscu, przed tą samą budowlą. W świetle dnia wygląda zupełnie inaczej – już nie przyprawia mnie o dreszcze.
Jej bogato zdobione zewnętrze sprawia, że trudno jest mi skupić wzrok na jednym detalu. Po bokach wystają jeden za drugim łuki i filary przyporowe z wieżyczkami przybranymi w kwiaton gotycki. Na froncie strojny w kamienne wieżyczki portal wypełniony rzeźbami scenek rodzajowych i świętych, powyżej maswerki i niesamowita różyca, a ponad nimi pnie się wyżej i wyżej wieża – strzelisty przepych gotyku.

Wchodzę do środka, tam królują strzeliste filary połączone pajęczyną łuków sklepiennych. Wielobarwne snopy światła przenikają przez misternie wykonane witraże i wpadają do wysokiej nawy głównej.
Oglądam filar anielski, potem misternie rzeźbioną kazalnicę i w pewnym momencie zapada ciemność, słyszę grzmot i szum deszczu uderzającego w dach katedry. Kilkanaście minut później w niektórych miejscach dach zaczyna przeciekać, grube krople zalewają ławki i posadzkę katedry. Chyba nadszedł czas na szybki bieg do pobliskiej średniowiecznej restauracji na pyszną tarte flambée!

Strasburg jest jak wehikuł czasu. Wciąga mnie jego atmosfera, dostarcza wielu wrażeń, przenosi setki lat wstecz i pomaga oderwać się od spraw dnia codziennego. Atmosfera wspomnień panuje w każdym zakątku starej części miasta: czy to w imponującej katedrze, czy między pełnymi uroku kamienicami Małej Francji. Każdy zakątek tej części miasta ma swoją kilkusetletnią historię. Zdecydowanie wrócę tu przy najbliższej nadarzającej się okazji i polecam na kilkudniowy wyjazd.
Trwa ładowanie komentarzy...