O autorze
Zaczęło się od powoli kiełkującej w zakamarku serca tęsknoty za latem w środku zimy i przerodziło w narastające pragnienie wyrwania się z depresyjnej szarości, przeniknięcia do równoległego świata tryskającego zielenią, migocącego tęczowymi skrzydłami motyli, otulającego niebiańsko ciepłym błękitem.

Nosicielem podobnych pragnień okazał się Andrzej (mój najlepszy przyjaciel i troskliwy mąż), z którym wspólnie postanowiliśmy przestać gderać, utyskiwać, sapać, kasłać, chować nosy w szaliki. Zebraliśmy się w sobie i przekuliśmy słowa w czyn. Gdy nadeszła zima 2009 r., wyruszyliśmy w pierwszą wspólną podróż na inny kontynent ‒ w poszukiwaniu raju utraconego.

Każdego roku od tamtej pory przemierzamy tysiące kilometrów, spędzamy dziesiątki dni na obserwowaniu różnych zakątków Ziemi i poznawaniu mentalności zamieszkujących je ludzi. Niespodziewane problemy lub szczęśliwe rozwiązania, niegodziwcy i życzliwe osoby ubarwiają czas podróży ‒ każdemu wyjazdowi nadają indywidualny charakter i wzbogacają wspomnienia. Realia zawsze mijają się z oczekiwaniami, ukazują inne kanony piękna i przesuwają granice tolerancji.

Siebie i świat oceniam zazwyczaj z perspektywy trzech wartości: Prawdy (真), Życzliwości (善) i Cierpliwości (忍), których jednoczesne przestrzeganie jest od 1999 r. oficjalnie zakazane w mających ponad miliard obywateli komunistycznych Chinach. Obserwacje prowadzę z poziomu piechura ‒ po dotarciu do celu jego okolicę zwiedzam na piechotę. Koszty podróży kalkuluję uwzględniając: spożywanie potraw wyłącznie wegetariańskich i napojów bezalkoholowych, nocowanie w miejscach do 50 $ za noc i spędzanie wieczorów na czytaniu, wykonywaniu tłumaczeń lub na nauce innego języka.

Żółta Rzeka w poprzek Manhattanu

Żółta Rzeka raz do roku rozpoczyna swój bieg pod budynkiem głównej siedziby Organizacji Narodów Zjednoczonych, przepływa w poprzek Manhattanu i rozlewa się we wszystkie strony u prawego brzegu wyspy, tuż przy budynku chińskiej ambasady.

Słoneczny dzień na Manhattanie oznacza obowiązkową wizytę w Central Parku. Jako punkt startowy spaceru obraliśmy położone w dolnej części wyspy Chinatown: najpierw Bowery St., potem 4 Aleja, Union Square, Broadway i 5th Avenue. Po drodze wzrok przykuwają stare kamienice różniące się stylem i wysokością od zazwyczaj spotykanych w Europie – na jednych pną się w górę bogate zdobienia, na drugich surowość ceglanych elewacji komponuje się z zardzewiałymi zygzakowatymi schodami przeciwpożarowymi.
Gdy dochodzimy do miejsca, w którym zaczynają się drapacze chmur, mój wzrok z reguły przemyka po betonowych elewacjach, regularnych jak tabliczka czekolady lub gładkich szklanych i zatrzymuje się tylko na odmiennych pod względem koloru lub struktury prostokątach, które zazwyczaj są drzwiami wejściowymi do owych kolosów.

Krystaliczna surowość i chłód manhattańskich wieżowców uchwyconych z perspektywy lotu ptaka na zdjęciach lub filmach potrafi mnie przytłoczyć, jednak na żywo odnoszę wrażenie, jakby były dużo niższe i wręcz ciepłe – wibrujące ludzkimi emocjami (pracowników, przechodniów, kierowców, sklepikarzy); podgrzane gwarem restauracji, cukierni i sklepów oraz wywiewami z klimatyzatorów.
Atmosferę pustki i wyludnienia można poczuć na Dolnym Manhattanie, dzielnicy finansowej (domy maklerskie, firmy prawnicze, sądy etc.), gdzie w czasie godzin pracy niektóre ulice są przerażająco puste, jakby wyssane z życia, na innych natomiast kłębią się tłumy turystów.

Do dziś pamiętam jak w pewien pochmurny dzień po raz pierwszy zobaczyłam białe chmurki przepływające między tymi graniastosłupami ze stali, betonu i szkła, i dopiero wtedy dotarło do mnie, jak wysokie są te budynki. :) Podobne wrażenie mam, gdy patrzę na kilkupiętrowe kamienice lub zabytkowe kościoły, które jak Calineczki, stoją ściśnięte między szklanymi gigantami.

Regularne kształty konstrukcji kuszą, by uwiecznić je aparatem i umieścić na tapecie.
Niewielkie parki, jak zielone wyspy, służą za miejsca relaksu.

Jednak z mojego punktu widzenia ciężko się tu wypoczywa, chociaż spojrzenie przemyka po otaczających odcieniach zieleni, to do uszu dobiega ciągły warkot przejeżdzających w pobliżu samochodów, wycie karetek, policji, trąbienie klaksonów zniecierpliwionych szoferów limuzyn i furkot patrolujących wyspę helikopterów NYPD – wszystko to słychać nawet w środku Central Parku.

Biznesowy charakter Manhattanu zazwyczaj nie przeszkadza mi czuć się tutaj jak w Azji – co krok trafiam na uliczne garkuchnie, w których rano sprzedają bajgle (np. z serem) i kawę, w południe hot dogi, sałatki itp., a po południu soki, lody i przeróżne potrawy barowe. Podobnie jest z licznymi punktami handlowymi: małymi wąskimi sklepikami zapchanymi po brzegi towarem wszelkiej maści. Podobnie jak w Azji większość starych kamienic od lat czeka na remont – cieni dodaje im czarny kurz, łuszcząca się farba elewacji i graffiti.


Nie przyjeżdżamy tu jednak tylko po to, by podziwiać architekturę, parki czy muzea. Manhattan jest miejscem, które wymaga posiadania celu, bez niego przebywanie tutaj jest niesamowicie drogie i bezpodstawne. Mogą nim być interesy, zwiedzanie, imprezy kulturalne, konferencje i temu podobne. W naszym przypadku była nią potrzeba wyrażenia sprzeciwu wobec trwającej w Chinach grabieży organów od żywych ludzi (www.stoporganharvesting.com) oraz szeroko pojętych prześladowań osób ćwiczących Falun Gong (Falun Dafa).

W ramach wyjaśnienia dodam kilka zdań: Falun Gong to wywodząca się ze starożytności praktyka doskonalenia ciała i charakteru, upubliczniona w 1992 r. w Chinach (www.falundafa.org). Ciało doprowadza się do perfekcji za pomocą pięciu prostych, spokojnych ćwiczeń, natomiast charakter uszlachetnia się, stale kładąc nacisk na cierpliwość, życzliwość i prawdomówność. Praktyka ta dzięki swym dobroczynnym właściwościom (dla ciała i ducha) szybko zyskała bardzo dużą popularność.

W 1999 r., gdy liczba osób ćwiczących Falun Gong w Chinach wynosiła prawie 100 milionów, przywódca Komunistycznej Partii Chin Jiang Zemin zakazał wykonywania owych ćwiczeń i podążania za wartościami życzliwości, cierpliwości i prawdomówności. Wydał rozkaz anihilacji Falun Gong. Powołał do istnienia specjalną policję, tzw. „biuro 610”, specjalizującą się w śledzeniu, aresztowaniu, przesłuchiwaniu, torturowaniu oraz kierowaniu do obozów pracy osób, które na terytorium Chińskiej Republiki Ludowej ćwiczą, popierają lub bronią Falun Gong.

Wkrótce wdrożono również procedurę okresowego badania medycznego ludzi więzionych w obozach pracy (m.in. chrześcijan) i rejestrowania ich w bazach szpitalnych, od tamtego czasu po dziś dzień każdy z nich, w każdej chwili, żyjący więzień może stać się dawcą do przeszczepów: serca, wątroby, nerki rogówki – oczywiście zabiegi w większości kończą się śmiercią dawcy (przy grabieży serca, wątroby, obu nerek) lub dożywotnim kalectwem (rogówki oka). Biorcy płacą za przeszczepy setki tysięcy dolarów i mają gwarancję kolejnego przeszczepu w przypadku odrzucenia przeszczepu przez organizm biorcy. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie byłego Sekretarza Stanu Kanady ds. Azji i Pacyfiku Davida Kilgoura, (tutaj polska wersja raportu D. Kilgoura), FalunInfo, World Organization to Investigate Persecution of Falun Gong oraz Stop Organ Harvesting.

Sami rozumiecie, że w obliczu takich zbrodni trudno pozostać obojętnym, dlatego w tym roku, tak jak i w poprzednim, postanowiliśmy stać się częścią wyjątkowej Żółtej Rzeki, która swój bieg rozpoczęła pod budynkiem siedziby Organizacji Narodów Zjednoczonych, przepłynęła w poprzek Manhattanu i rozlała się we wszystkie strony u prawego brzegu wyspy, tuż przy budynku chińskiej ambasady! W tym roku około 10 000 osób z ponad 53 krajów, ubranych w żółte podkoszulki z napisem 法轮大法好 „Falun Dafa jest dobre” szło w Wielkiej Paradzie, ludzie mówili o dobroczynności ćwiczeń i wartościach promowanych przez Falun Gong.

Mówiono też o okrucieństwie rozkazów Jiang Zemina, przestępstwach, jakich w Chinach od lat dopuszcza się rozpędzona machina prześladowcza: policjanci, sędziowie i lekarze.

Manhattan jest wyspą, która nie obfituje w kremowo biały piasek, turkusowo-szmaragdowe morze i palmy, jednak serca tutejszych mieszkańców są gorące, serdeczne, otwarte i współczujące. USA, Kanada, Australia, Parlament Unii Europejskiej, a za nim kilka państw członkowskich UE uchwaliło rezolucje potępiające potworne działania KPCh względem ćwiczących Falun Gong w Chinach.

Jeżeli chcielibyście podpisać się pod petycją do Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka przeciwko grabieży organów na przeszczepy pozyskiwanych od żywych i zdrowych osób praktykujących Falun Dafa w Chinach, możecie to zrobić przez stronę Petycja dla Chin.
Trwa ładowanie komentarzy...