O autorze
Zaczęło się od powoli kiełkującej w zakamarku serca tęsknoty za latem w środku zimy i przerodziło w narastające pragnienie wyrwania się z depresyjnej szarości, przeniknięcia do równoległego świata tryskającego zielenią, migocącego tęczowymi skrzydłami motyli, otulającego niebiańsko ciepłym błękitem.

Nosicielem podobnych pragnień okazał się Andrzej (mój najlepszy przyjaciel i troskliwy mąż), z którym wspólnie postanowiliśmy przestać gderać, utyskiwać, sapać, kasłać, chować nosy w szaliki. Zebraliśmy się w sobie i przekuliśmy słowa w czyn. Gdy nadeszła zima 2009 r., wyruszyliśmy w pierwszą wspólną podróż na inny kontynent ‒ w poszukiwaniu raju utraconego.

Każdego roku od tamtej pory przemierzamy tysiące kilometrów, spędzamy dziesiątki dni na obserwowaniu różnych zakątków Ziemi i poznawaniu mentalności zamieszkujących je ludzi. Niespodziewane problemy lub szczęśliwe rozwiązania, niegodziwcy i życzliwe osoby ubarwiają czas podróży ‒ każdemu wyjazdowi nadają indywidualny charakter i wzbogacają wspomnienia. Realia zawsze mijają się z oczekiwaniami, ukazują inne kanony piękna i przesuwają granice tolerancji.

Siebie i świat oceniam zazwyczaj z perspektywy trzech wartości: Prawdy (真), Życzliwości (善) i Cierpliwości (忍), których jednoczesne przestrzeganie jest od 1999 r. oficjalnie zakazane w mających ponad miliard obywateli komunistycznych Chinach. Obserwacje prowadzę z poziomu piechura ‒ po dotarciu do celu jego okolicę zwiedzam na piechotę. Koszty podróży kalkuluję uwzględniając: spożywanie potraw wyłącznie wegetariańskich i napojów bezalkoholowych, nocowanie w miejscach do 50 $ za noc i spędzanie wieczorów na czytaniu, wykonywaniu tłumaczeń lub na nauce innego języka.

Gili Air - pejzażoterapia w wydaniu indonezyjskim

Mijał właśnie pierwszy tydzień marca, gdy żegnaliśmy się z Bali i promem zmierzaliśmy w kierunku kolejnej indonezyjskiej wyspy zwanej Gili Air. Taka przeprawa nie należy do najtańszych przyjemności, gdyż Balijczycy dbają, żeby nie wypuszczać turystów bez uprzedniego uiszczenia odpowiednio wysokiej „opłaty wyjazdowej” - biletu na prom. Oczywiście jego cenę można, a nawet należy, negocjować. Nasz przejazd był w miarę dobrze zorganizowany i ostatecznie po godzinnej podróży busem i około półgodzinnym oczekiwaniu w marinie wsiedliśmy na prom, dzięki któremu po upływie kolejnej godziny byliśmy u celu.


Malownicza wyspa Gili Air leży godzinę drogi promem na północny-wschód od Bali lub dwadzieścia minut łódką na północny-zachód od Lombok. Na gości czekają tutaj hotele i kwatery z wyposażeniem i cenami skrojonymi na każdą kieszeń, różnorodne restauracje, spokojni ludzie, brak warkotu samochodów i skuterów. Żółte plaże oraz cudowne kolory morza o każdej porze dnia i roku - pora sucha, pora mokra, tutaj zawsze jest pięknie i malowniczo - ta wysepka jest idealnym miejscem na relaks.


*
Plaże Gili Air
Wyspa jest maleńka i okrążenie jej krokiem spacerowym zajmuje około 2 godziny. Wystarczy iść przed siebie piaszczystą ścieżką wzdłuż lini brzegowej.
Plaże Gili Air są pełne uroku, godzinami można na nich siedzieć i oglądać zmieniające się kolory morskich pejzaży.
Wysepka wita swoich gości południową plażą, przy której zazwyczaj cumują małe łodzie.


Na południowym brzegu panuje ciągły ruch. Łodzie przypływają i odpływają. Przewożą turystów, żywność, materiały budowlane i zabierają śmieci.



Nam osobiście najbardziej podobało się wschodnie wybrzeże. Morze ma tutaj ładne kolory - odcienie zmieniają się w zależności od pory dnia, roku i pogody - zawsze urokliwe, hipnotyzujące - godzinami można siedzieć i oglądać przedstawienie odgrywane przez naturę.

Podczas naszego pobytu, pogoda była piękna, chociaż oficjalnie w marcu trwa pora deszczowa. Całymi dniami świeciło słońce i czasami po południu przychodziła krótka 15 minutowa burza, po czym szybko odchodziła. Był to, podobno, efekt el Nino.

Wschodnia część Gili Air, gdy zanurzyliśmy głowy pod powierzchnię wody, okazała się być równie piękna co na powierzchni. Tamtejsza rafa zbudowana jest z cętkowanych bulwiastych i krzaczastych korali, gdzie stacjonują czarne i pasiaste (biało-szare) jeżowce, nad którymi pływają wielkie jak sumy ryby w kolorze antracytowym i obsydianowym oraz ławice niebiańsko błękitnych, pomarańczowych, seledynowych, cytrynowych, srebrnych i białych, jednokolorowych lub łaciatych rybek. Można tutaj pływać w masce z rurką i oglądać rafę koralową. Wystarczy wejść do ciepłej, mocno słonej wody i oddalić się kilkanaście metrów od brzegu.


Przed wejściem do wody warto założyć koszulkę lub wetrzeć w skórę krem z filtrem, ponieważ słońce opala tutaj bardzo szybko.

Słyszeliśmy, że w okolicznych wodach można zobaczyć żółwie morskie, nam jednak nie udało się ich spotkać, chociaż pływaliśmy przez conajmniej 7 dni z rzędu.

Do spacerowania polecamy zachodnią plażę, która przy zachodzie słońca jest szczególnie urokliwa. Poziom wody wieczorem obniża się i odsłania całe połacie zielono-żółtych traw morskich, które komponują się z zielono-granatowymi wzgórzami wyspy Lombok i pełnym kłębiastych chmur błękitno-herbacianym niebiem.

Zachodnia plaża wygląda niesamowicie podczas zachodu słońca. Kolory zmieniają się z minuty na minutę. Odpływ odsłania swoistą morską łąkę, pośród której można znaleźć małże i fragmenty martwych korali.

Pejzaże zapierają dech w piersi, skłaniają do zwolnienia kroku i refleksji. Tak, tutaj jest pięknie.




Spacer można zakończyć na północnej plaży, przy której stoją przyjemnie zaaranżowane restauracje.

*
Restauracje
Gili Air odwiedziliśmy w okresie oficjalnej pory mokrej - pora mokra oznaczała tutaj krótki deszczyk w trakcie dnia i słońce przez całą jego resztę. Mimo to byliśmy jednymi z niewielu turystów na wyspie. Mimo małej liczby klientów wszystkie restauracje były otwarte, kelnerzy zapraszali na specjalności szefów kuchni i grillowane owoce morza, wieczorne seanse kinowe lub imprezy.

Restauracje są w większości ulokowane wzdłuż lini brzegowej, aby siedząc na leżaku i sącząc drinki cieszyć oczy pięknymi widokami morza, wzgórz i wędrujących po niebie chmur - relaksować ciało i umysł.

Jedzenie w restauracjach przyrządzają smaczniej niż na Bali. Ceny w restauracjach przy plaży zaczynały się od 40000 IDR, na przykład za małą pizzę 45000 IDR. Tutejsze pizze najczęściej mają średnicę ok. 22 cm. Czasami przed zamówieniem pytaliśmy kelnerów, jak wielka jest pizza, jedni pokazywali średnicę conajmniej 35 cm, inni zachwalali, że jest na tyle duża, że dwie osoby spokojnie sobie nią pojedzą, a następnie na talerzu dostawaliśmy podpłomyk o średnicy max. 22 cm. Natomiast w restauracjach pośrodku wyspy ceny dań zaczynały się od 20000 IDR.

Ku naszemu rozczarowaniu zauważyliśmy, że większość restauracji jest brudna. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, na zdjęciach też tego nie zobaczycie. Stoły, obrusy, krzesła i poduchy do siedzenia są tylko otrzepywane z piasku i kurzu (miotełkami z piór), ale czuć, że woda z dodatkiem detergentu chyba nigdy nie skalała ich powierzchni. Na szczęście można znaleźć czyste miejsca.

*
Hotele
Wyspa jest ściśle zabudowana hotelami, motelami, bungalowami, sklepami oraz domami, w których mieszkają pracownicy hoteli, moteli itd.
Hotele mają formę wolnostojących domków lub szeregówek z płaskimi dachami. Bungalowy zazwyczaj maja dużo lepszy standard wykończenia i wyposażenia.


Przyjeżdżając tu warto zarezerwować tylko jeden nocleg, a następnie spacerując wokół wyspy zapytać o cenę w tych hotelach, które wam się spodobają, ponieważ ceny będą lepsze od cen z rezerwacji internetowej.
*
Zakupy
Na wysepce jest jeden sklep przypominający supermarket, jest też sklep z materiałami budowlanymi! Poza tym jest tu całe mnóstwo drobnych sklepików ze spożywką, są stragany z ubraniami i biżuterią oraz wiele punktów agencji turystycznych. Po wyspie krążą również obnośni sprzedawcy chust i korali.

*
Wysepka jest mocno zabudowana, główne uliczki są szerokie, ale pozostałe są dosyć wąskie. Każda ma swój urok.


Przy okazji nadmienię, że niestety śmieci są tu wszechobecne.

*
Stali mieszkańcy wyspy to zazwyczaj pracownicy hoteli, restauracji, budowlańcy, rybacy i ich rodziny - mieszkają głównie w centralnej części wysepki, rzadziej odwiedzanej przez turystów. Jest tu szkoła podstawowa, do której uczęszcza spora gromada dzieciaków, jest też malutki szpital. W centralnym punkcie wyspy stoi meczet, więc już od piątej rano, dzięki zamontowanym na minarecie megafonom, uszczęśliwiają mieszkańców całej wyspy modlitewnymi zaśpiewami, i tak jeszcze kilka razy w trakcie dnia.
Kobiety z dziećmi spędzają wolny czas w altanach stojących obok domu.

Mężczyźni natomiast łowią ryby, pracują przy obsłudze turystów, przy budowie nowych hoteli, lub świadczą usługi transportowe.
*
Mordercze powozy
Co wyróżnia tą wysepkę od tych, które widzieliśmy do tej pory? Brak samochodów i skuterów - spokój od warkotu silników i zapachu spalin.
A) ROWERY
Wyspa jest tak niewielka, że do przemieszczania się spokojnie wystarczają nogi, a dla rozrywki można wsiąść na rowery - hotele i restauracje oferują ich wypożyczenie.

Bardziej przystosowane do tutejszych piaszczystych ścieżek są rowery z szerokimi oponami.

B) KONIKI
Oprócz rowerów po wyspie śmigają koniki, odrobinę większe od kucyków, zaprzągnięte do równie małych wozów.

Wozy oczywiście służą nie tylko do transportu turystów - są wykorzystywane do przewozu żywności ...


Jak można się było spodziewać na wozach przewożone są głównie ciężkie materiały, takie jak drewno, kamienie i cement. Niektóre koniki są wychudzone, niektóre mają bardzo poranione nogi - co niestety nie robi wrażenia na ich właścicielach. Gdy jednemu zwróciliśmy uwagę, że jego koń ma zdarty z nogi płat skóry o wielkości dłoni - on jedynie pokiwał nam głową na znak, że wie o co chodzi i wrócił do ładowania na wóz ciężkich żelaznych prętów.

Koniki są zaopatrzone w dzwoneczki na uprzęży, więc słychać z daleka, że zbliża się do nas powóz. Nie mniej jednak trzeba uważać żeby nie zostać potrąconym, gdyż woźnice gnają przed siebie z rzadka uważając na przechodniów. Z tego powodu Andrzej nazwał te furmanki "morderczymi powozami".

*
Rybacy
Gdy w trakcie dnia siedzi się w restauracji, można oglądać wędkarzy w akcji. Rezultat takich połowów widać wieczorem na restauracyjnych grillach.




Obchodząc wyspę dookoła można spotkać mężczyzn pracujących przy renowacji łódek (bez użycia gwoździ).

*
Spokojna wysepka Gili Air to w okresie zimowym idealne miejsce na kilkudniowy wypoczynek w tropikach. Można tutaj opalać się do woli leżąc na przyjemnej plaży, po czym wskoczyć do morza, by przenieść się do świata ryb i koralowców, można też skryć się przed słońcem pod słomianym parasolem, popijać drinki z palemką i relaksować widokiem morza, które w trakcie dnia zmienia kolory ze srebrnego na lapis lazuli, błękitny, turkusowy, szmaragdowy i malachitowy, a gdy zachodzi słońce staje się srebrno-rubinowe, a potem srebrno-szmaragdowe i hematytowe.
Trwa ładowanie komentarzy...